Znikanie

O znikaniu i narodzinach teatru według Adama Ziajskiego

©by Marek Gajdziński

1.

“Spektakle zmierzają nieuchronnie ku ascezie. Widowisko przyszłości (nieodwołalnie!) będzie grane przez nikogo dla nikogo. Ani jednego aktora. Ani jednego widza. Pozostanie martwy przedmiot w martwej przestrzeni: gdzieś daleko, za mgłą, w pustej szopie, na pniu służącym do rąbania drewna rdzewieje samotna żyletka”.
(Edward Balcerzan, Poznań polifoniczny, w: Klub Od nowa, 1958-1970, Wydawnictwo Miejskie Posnania, Poznań 2011: 26.)
 

Przeczytałem to na głos, tytułem wstępu. Bo wizja wydała mi się aktualna i w czasie, i w kontekście zamierzonego tematu rozmowy, znikania. Znikania w teatrze, a szczególnie w ostatnim spektaklu Adama Ziajskiego, mojego rozmówcy, zatytułowanym Chciałbym nie być (2019). I dalej wyjaśniłem, że ta wizja przyszłości teatru, przytoczona tu z kilkoma drobnymi pominięciami, została stworzona przez Edwarda Balcerzana w jego lekko kpiarskim manifeście artystycznym. Jakiś czas po popaździernikowej odwilży, w latach 1960. Niedokładna, bo manifest zaginął, autor przytacza tekst po latach, z pamięci, we wspomnieniach dotyczących kultowego i ważnego dla historii teatru poznańskiego klubu studenckiego “Od nowa”. Ciężki tom z tymi wspomnieniami, zatytułowany Klub Od nowa, 1958-1970, leżał przed nami na stole. Obok mój telefon, z włączoną funkcją dyktafonu.

– Jak myślisz, ile jest prawdy w tym manifeście? Czy stwierdzenie, że rozwój teatru to proces, który dąży od bogactwa środków wyrazu do ascezy, od bycia do niebycia, ma sens? – pytałem. – I czy w teatrze tylko znika? A co z tym, co się pojawia? Jak w teatrze to z trudem wypracowane niebycie przechodzi w bycie? Czy to coś zmienia w wizji nakreślonej przez Balcerzana? A może ją tylko uzupełnia?

Dekoracje teatrowi są niepotrzebne. Przeciwnie, mogą szkodzić.

Zaczął od tego, że znikanie to pojęcie szerokie, że można je zatem odnieść do teatru wielorako. Po pierwsze tak, jak zapewne rozumiał to Balcerzan:

– Teatr to sztuka rezygnacji ze zbędnych elementów. Mniej znaczy więcej. Prostota, czystość, redukcja, bezpośredniość, ascetyczność i syntetyczność to sprawy absolutnie kluczowe. Uczyłem się tego przez 20 lat pracy na ulicy, w ulicznym przedstawieniu nie ma miejsca na niuanse i odcienie. Przekaz musiał być jasny, mocny i prosty.

Przypomniałem sobie jak kiedyś, po jakimś spektaklu, Adam oprowadzał mnie i kilka innych osób po Scenie Roboczej w jej nowej siedzibie, w budynku dawnego kina Olimpia przy Grunwaldzkiej 22. To było chyba krótko po przeprowadzce z poprzedniego miejsca rezydencji, w wielu pomieszczeniach trwał remont. Wspomniał wtedy, że możliwości inscenizacyjne być może są i będą ograniczone, ale że to nie szkodzi, bo dekoracje teatrowi nie są potrzebne. Przeciwnie, mogą szkodzić.

– Ale sądzę – mówił dalej Adam – że Balcerzan idzie dalej w tej swojej wizji, mówi nie tylko o ascezie, ale też o roli wyobraźni, o tym, że teatr rodzi się w głowie widza i tam pozostawia swój najważniejszy ślad. Ślad refleksji, do jakiej może skłaniać choćby to wyobrażenie żyletki na pniu. Teatr to wielopoziomową grą obrazów, znaczeń, skojarzeń i oczywiście naszych emocji. Jednak dobry teatr to nie ten, który się stroi, lecz przeciwnie, ten, który obnaża. W tym sensie tak, zgadzam się, zmierzamy w tym kierunku, który Balcerzan nakreślił. Nasz świat cierpi na bolesne przebodźcowanie, przedramatyzowanie. Zalewają nas nieistotne informacje. Szlachetna sztuka rezygnacji jest jedynym ratunkiem i być może najważniejszym artystycznym gestem. Dobrze rozumiał to Grotowski w latach 1960. Mówił, że teatr musi być ubogi, bo nie może ścigać się z telewizją i filmem o różnorodność wizualnych atrakcji. Na scenie powinno być tylko to, co jest sednem i co kieruje uwagę na sedno, dotyka istoty. Poza tym, teatr ze swej natury jest doświadczeniem „tu i teraz”. Teatr znikanie ma wpisane w swój genotyp i za to go kochamy.

2.

W pewnym momencie w restauracji u Pana Gara, w Domu Tramwajarza na poznańskich Jeżycach, gdzie zaczęliśmy naszą rozmowę, zrobiło się głośno, bo grupa kobiet ćwiczyła w kręgu śpiewanie japońskich pieśni. Musieliśmy poszukać bardziej ustronnego miejsca.

Po drodze rozmawialiśmy chwilę o tym i owym, przy okazji dochodząc do tego, jak znika dźwięk w filmach. A konkretnie, dlaczego słowa w filmach polskich znikają. Najpierw zapytałem Adama o to, jak układał komentarze do spektaklu Chciałbym nie być i jak powstała historia o kobiecie, która przez chwilę, sto sekund miało to być w zamyśle, przeżywa piekło, huragan myśli i emocji spowodowanych tym, że straciła z oczu swoje dziecko w sklepie: “Chcesz biec i nie możesz biec. Chcesz krzyczeć i nie możesz krzyczeć. Rozpadasz się. W uszach pisk, jakbyś wycierała coś od środka. W głowie kasuje ci się obraz. W brzuchu wywracają trzewia”.[1] Wyjaśnił, że to jedyna w tym przedstawieniu opowieść, która nie była w pełni autentyczna. To znaczy została przez niego napisana na podstawie kilku wysłuchanych historii. Mówił o tym, jak pisząc dba o precyzję słowa i jak lubi bawić się szeleszczeniem naszej mowy. I tu niespodziewanie przeszliśmy do kina. Bo okazuje się, że to szeleszczenie powoduje, iż dialogi w polskich filmach tak trudne bywają do zrozumienia. Bo nasz szelest jest kłopotliwy dla mikrofonu i bardzo łatwo zlewa się z dźwiękami tła, na przykład odgłosami ulicy, hałasem przejeżdżającego tramwaju, szumem wiatru.

[1] Ten i wszystkie kolejne cytaty, jeżeli nie zaznaczono inaczej, pochodzą ze spektaklu Chciałbym nie być Teatru Nowego w Poznaniu.

Współczesny teatr coraz częściej robi to co niegdyś robiły gazety

Weszliśmy na piętro, ale tam, w Sali Balowej, trwała jakaś próba teatralna albo taneczna. A po korytarzu przed salą biegały dzieci, rzucając w siebie kolorowymi balonikami. Wróciliśmy na parter i usiedliśmy w holu głównym, na kanapie z widokiem na schody i drzwi wejściowe. Tu niby powinno być najgwarniej, bo przecież każdy musi tędy przejść, choćby wchodząc czy wychodząc. Przez hol Pan Gar (a właściwie to Panowie Garzy, bo jest dwóch, Ghia i Szymon) noszą potrawy do restauracji, z kuchni położonej po przeciwnej restauracji stronie budynku, gruzińskie pierożki i placki, chaczapuri, kubdari, lazuri, i takie tam. Ach, i jeszcze Pani Garowa, Malwina, też jest i też nosi. Do tego na lirze korbowej gra – i to jak! Ale, mimo ciągłego ruchu w tle, paradoksalnie, tu właśnie było najspokojniej i najciszej. Bo nikt, poza nami, akurat nie występował. Właściwie to z tym teatrem jest jak z życiem, pomyślałem sobie, w sensie, że w życiu też najważniejsze są proste rozmowy, sytuacja twarzy naprzeciw drugiej twarzy, jak by powiedział Levinas, a nie cały ten zgiełk w tle.

3.

Drugi ważny aspekt znikania teatru, na jaki zwrócił uwagę Adam, to coś, co nazwał gazetowością. W porównaniu z dążeniem do prostoty, nastawienie na publicystykę uważa za zjawisko miałkie i nietrwałe:

–  Coraz częściej współczesny teatr karmi się treściami w postaci bieżących mód i tematów. Robi to, co robiły niegdyś gazety. Politykuje, zajmuje pozycje w kolejnych wojnach, które toczą się wśród nas. Tym samym staje się tylko narzędziem konfrontacji, choć w imię szlachetnych zmian. Problem w tym, że w ostatecznym rozrachunku są to gesty, które nie wychodzą poza sam teatr. Artystki i artyści w tej kwestii znacząco przeceniają swoją rolę. W efekcie teatr zajmuje się wyłącznie sobą nie wnosząc nic istotnego do społecznej debaty. Teatr w moim przekonaniu nie może być tylko narzędziem. Oczywiście, uznaję za wartość sytuację, gdy teatr rodzi się z podważania, niezgody i buntu na zastaną rzeczywistość, gorzej jednak, jeśli na niej tylko poprzestaje. Jak bumerang wraca do mnie hasło Przemysława Czaplińskiego – „królestwo za narrację”. Chciałbym, aby teatr był istotnym pretekstem do spotkania, rozmowy i widocznych zmian. Tyle, że to tylko teatr, który jeśli jeszcze nie zniknął, to na pewno jeszcze nam się nie objawił.

4.

Teatr jest umową społeczną. Najpierw byłem w szoku. Potem czułem złość i niezgodę na to, co się dzieje. Myślałem o tym, że nawet podczas okupacji teatry funkcjonowały.

Znikanie stało się tematem naczelnym spektaklu Chciałbym nie być (2019), składającego się z kilka przejmujących historii ludzkich zniknięć i zaginięć. Otwierają go pingwiny. Stado wychodzi z rozłożonej między skałami kolonii i maszeruje przez pole lodowe w stronę otwartego morza, ku pożywieniu. Tylko jeden zatrzymał się i stoi nieruchomo, jakby się zwiesił. Patrzy w kierunku już to wody, już to bezpiecznego schronienia. Jakby się z tym wszystkim żegnał. Wreszcie rusza. W zupełnie inną, trzecią stronę. Najpierw ku odległym o 70 kilometrów górom. A potem dalej, w głąb kontynentu. Tam, gdzie nie spotka swoich pobratymców; nie znajdzie jedzenia; niczego prócz pewniej śmierci. Jakby stracił głowę. Ale dlaczego? Co nim kieruje? – pyta narrator filmu, którego fragment został zacytowany w przedstawieniu.[1] Pytanie zawisło w próżni. I wisiało nad nami przez cały dalszy ciąg spektaklu.

[1] Spotkania na krańcach świata (2007) w reżyserii Wernera Herzoga.

5.

Trzeci aspekt teatralnego znikania związany jest z pandemią i jej oddziaływaniem na teatr jako instytucję:

– Teatr jest umową społeczną – powiedział Adam. – Przyszła pandemia i administracyjnie zadekretowano zerwanie tej umowy. Poprzez lockdown podważony został sens istnienia teatru.

– Jesteś szczepiony? – spytałem.

– Oczywiście – odparł. – Trzecia dawka.

Odetchnąłem z ulgą. Że nie mam do czynienia z jakimś anty-szczepionkowcem.

– Najpierw byłem w szoku. Potem czułem złość i niezgodę na to, co się dzieje. Myślałem o tym, że nawet podczas okupacji teatry funkcjonowały. Niemieckie jawnie oraz te w konspiracji, jak Rapsodyczny czy choćby Kantora. Tymczasem państwo zamknęło teatry, a potem lasy. Nie mogłem się pogodzić z tym, że mój zawód został unieważniony, uznany za zbędny. Przez 30 lat grałem i jeździłem ze spektaklami i nic podobnego nie miało miejsca. Mówię tu oczywiście o pierwszym lockdownie, panującym lęku, niepewności i moich odczuciach. O bezradności. O psychozie, w którą wtedy wszyscy wpadliśmy. Bo nie rozumieliśmy, co się właściwie dzieje. Dziś, w fazie przyboju piątej fali, widzimy i rozumiemy nieco więcej. Ale wtedy działania podejmowane były na oślep. A psychoza była taka, że wychodziłeś z domu do sklepu i spodziewałeś się widoku ludzi umierających w bramach, leżących na chodnikach. Takie wyobrażenia kreowały media serwujące obrazki wojskowych, niekończących się konwojów wywożących zmarłych w Lombardii. Dziś, kiedy oficjalna liczba zakażeń jest bez porównania większa niż wtedy, ograniczenia są, paradoksalnie, nieporównywalnie mniejsze. W Polsce wręcz żadne! Gospodarka działa pełną parą. Chorzy umierają, ale życie kręci się dalej. Teatry grają. Lub próbują grać. Publiczność próbuje być publicznością. Oswoiliśmy się z lękiem. Ale wtedy – wtedy ogarnęło nas szaleństwo. Na chwilę pandemia zniknęła teatr.

6.

By jakoś sobie ze sobą poradzić, odnaleźć w tym czasie zarazy, Adam postanowił zrobić swój pierwszy film. Tak powstała Obecność Obowiązkowa, 25-minutowa fabuła eksperymentalna, z którą teraz odwiedza różne festiwale. Zapis osobistych doświadczeń i refleksji związanych z pierwszymi tygodniami pandemii, z izolacją społeczną. 12 epizodów opartych na tworzonych w tym czasie zapiskach, zwanych przez autora mikrobiami, publikowanych na żywo na fejsbuku.

Pandemia sprawiła, że daliśmy się zamknąć w nieufności.

– Lockdown pozwolił mi jasno zdefiniować sens pracy mojej, pracy wszystkich twórców i twórczyń – wyjaśniał Adam. – Pozwolił zrozumieć, że nadrzędną rolą sztuki jest niwelowanie wszelkich dystansów. Kulturowych, ekonomicznych, intelektualnych, emocjonalnych czy też wręcz fizycznych. Niwelowanie dystansu poprzez, na przykład, zmniejszanie wzajemnej nieufności. Pandemia sprawiła, że ze strachu daliśmy się zamknąć nie tyle w domach, co w tej nieufności właśnie. Dystans stał się normą wyrażoną w administracyjnych metrach. Jest to szczególnie przykre, gdyż jesteśmy mistrzami świata w podejrzliwości i nieufności. Paradoksalnie, z nieufności zdaliśmy egzamin dając się wtedy zamknąć, a teraz ta sama nieufność pozwala nam wierzyć, że pandemia tak naprawdę nie istnieje. Że to spisek jakiś.

Tę część rozmowy prowadziliśmy już nie u Pana Gara, lecz w mieszkaniu Adama na czwartym piętrze jednej z kamienic na poznańskim Łazarzu, z miłym widokiem na duże podwórko. Które okazało się być nie jednym, lecz kilkunastoma podwórkami – a dokładnie trzynastoma, jak powiedział Adam, bo lubi palić w oknie, więc miał okazję policzyć – sprawiającymi wrażenie jednego organizmu.

Dźwięk nagrywał się tu dużo lepiej, mimo naszej szeleszczącej mowy. Bo mieliśmy ciszę. A i samo mieszkanie wykazywało bardziej sprzyjające właściwości akustyczne.

– Tu nagrywałem większość kwestii mówionych do filmu – powiedział Adam.

7.

Zapytałem o to, jakby podsumował cele teatru i jakie widzi najważniejsze działania, które by do tych celów mogły teatr zaprowadzić. Mówił wcześniej o znikaniu teatru gazetowego i o potrzebie przeciwstawiania się temu, teraz o skracaniu dystansu. Jak to w praktyce przeprowadzić? Jak ukształtuje to przyszłość teatru?

Teatr znika bezpowrotnie za każdym razem, gdy kończy się spektakl

– Teatr znika bezpowrotnie za każdym razem, gdy kończy się spektakl. Niemniej ludzie nie przestaną go praktykować. To przekonanie graniczące z pewnością. Świadczą o tym dwa tysiące lat jego historii i to magnetyczne „tu i teraz”. Choć to, jak będzie w szczegółach wyglądał i czym będzie żył, pozostaje kwestą otwartą. Dzisiaj twórcy snują opowieści o nieobecnych, krytyka i zgodna publiczność przyklaskuje artystom, ale w teatrze nie zobaczysz tych, o których tak hucznie się rozprawia. Nie wiem czy z tej choroby teatr kiedykolwiek się wyleczy. Dlatego przed twórcami, chyba od zawsze, stoi to samo zadanie. Znaleźć właściwą narrację. Teatr w moim przekonaniu powinien być trybuną, przestrzenią oddawaną historiom i ludziom, których głos jest z różnych powodów marginalizowany albo nieobecny. W ten sposób możemy w teatrze odkrywać rzeczy ważne. Teatr jest tylko i narzędziem do przeprowadzania małych, ale kluczowych zmian. Małych, bo nie zmienimy całego świata. Ale możemy robić zmiany podwórkowe, zmieniać nasze bańki, w których się zamykamy, samotnie lub wspólnie. Więc jeśli chcę opowiedzieć o starości, o samotności, o odchodzeniu, a o takim temacie teraz myślę, to wiem, że będę szukał głosów tych, którzy odchodzą, którzy są samotni, których starość dotyczy i dotyka, na co dzień, wprost. Teatr to świadectwo. Ważne, by szukać w tym świadectwie prostoty, autentyczności, takiego języka, który pozwala nam się spotkać i zrozumieć. Stąd to MY, bo teatr to liczba mnoga.

W jego spektaklu Nie mów nikomu (2016) Centrum Rezydencji Teatralnej SCENA ROBOCZA stało się trybuną dla osób niesłyszących, w Spójrz na mnie (2018) Adam, do Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach, zaprosił niewidzących, w Chciałbym nie być (2019) udzielił głosu członkom rodzin osób zaginionych.

8.

W roli „nieobecnych” występuje w teatrze publiczność. W spektaklu Adama widzowie mają bardziej aktywną rolę. Mogą się wypowiedzieć. Są wręcz do tego zachęcani. Po wysłuchaniu kilku historii o zaginionych Adam jako reżyser obecny na scenie, kieruje kamerę termowizyjną w stronę publiczności. Tak, by każdy mógł próbować rozpoznać siebie na ekranie. Choć nie jest to proste, wszyscy w maseczkach, a okulary to dwie czarne plamy (bo tak termowizja odwzorowuje chłód szkła w trybie negatywu). Termiczno-wizualna analiza widowni trwa kilka minut. W tym czasie głos Krystyny Czubówny pyta z offu (nie pytaj, kogo pyta, pyta zawsze ciebie), czy tobie też zdarzyło się chcieć nie być. A jeśli myślisz, że nie, to lepiej sobie przypomnij. Bo to bardzo powszechne doświadczenie. Zaczyna się często niezauważalnie. “Przy rodzinnym stole, w tramwaju, w niechcianej rozmowie.” Wystarczy chwila nieuwagi, by rozpocząć ten proces, który może skończyć się policyjnym dochodzeniem, poszukiwaniem przez Itakę, wyłowionym z rzeki ciałem. Czubówna tak kończy scenę przeglądu osób obecnych, jeszcze nie “znikniętych”, na widowni: “150 miejsc i wydawałoby się, że tylu ludzi. Tylu ludzi zaginie w ciągu najbliższych dwóch dni. Pierwszy rząd zostanie pusty. Do końca.” Wtedy dopiero dostrzegamy, że pierwszy rząd, faktycznie, jest pusty. To ma nam uświadomić skalę zjawiska. Bo w Polsce ginie rocznie 26 do 28 tysięcy osób. Z tego 60 % odnajduje się w ciągu tygodnia. 20 % nie później niż po miesiącu. Ale 20% nigdy się nie odnajdzie. W której grupie się znajdziemy?

9.

Kiedy się żegnaliśmy, zauważyłem po raz pierwszy obraz wiszący na ścianie w salonie, w którym rozmawiamy. Wcześniej siedziałem do niego plecami. Obraz przedstawia Juliana Assange. Podpis pod obrazem: Lokator iluzji by Katarzyna Mularczyk. Twarzy nie widać, zasłaniają ją dłonie przyłożone do oczu i policzków w czymś, co chyba nie jest gestem rozpaczy. Może niedowierzania? Próbą otrząśnięcia się ze złego snu? Grzbiety dłoni dzielą pierwszy plan z pomarszczonym czołem i siwymi włosami. W tle, za twórcą WikiLeaks, pole czerwonych śladów, może kwiatów? Jak pod Monte Cassino?

Adam bardzo ceni to, co zrobił Assange. Mówi chwilę o tym, jak heroiczny okazał się ten gest. Ma tylko wątpliwości, czy to rzeczywiście cokolwiek zmieniło.

Adam Ziajski jest reżyserem, aktorem, managerem i producentem. Był założycielem i liderem Teatr Strefa Ciszy. Na stałe jest związany ze SCENĄ ROBOCZĄ w Poznaniu, której jest pomysłodawcą i opiekunem artystycznym. Zrealizował blisko 40 tytułów, akcji ulicznych, happeningów, widowisk i spektakli teatralnych, w tym Nie mów nikomu(2016), Spójrz na mnie (2018), Chciałbym nie być (2019). W roku 2021 powstał jego pierwszy film, Obecność obowiązkowa.

Marek Gajdziński jest pisarzem, dramaturgiem, tłumaczem literatury, nauczycielem. Powieści i opowiadania: Spacer do kresu dnia (Iskry, 1989), Głowa konia (Państwowy Instytut Wydawniczy, 1996), Droga do Indii (Zielona Sowa, 2000). Na podstawie opowiadań Tadeusza Różewicza i Marka Gajdzińskiego zrealizowano w Teatrze Telewizji spektakl Badyle (2020) w reżyserii Andrzeja Barańskiego.

Thus you shall be!

Thus you shall be!

Three Graces

Natasza Rogozinska is a trained fashion designer, but she rather focuses on illustration and graphic design. Her works have been showcased in Vogue Poland, i-D Magazine, Kaltblut Magazine, Waste Not exhibition at the IFS Somerset House, London, and others. Natasza is now working on a master project, where she is reviving stories about forgotten women from general history, myths, and legends. She combines traditional and analog techniques such as embroidery and linocut with digital art – to create a feminine chronicle of these forgotten stories. We are prod to present her text and her work.
If you would like to read more of her stories and watch more of her work, you can find them (external link) 
here.

Marguerite de Bressieux took the field in order to avenge a wrong which she herself had suffered. Her father’s castle had been taken by storm by Louis de Chalons, Prince of Orange; and she herself as well as other maidens, had endured the last insult at the hands of brutal soldiery. That is how it came about that, when the royal troops, under Raoul de Gaucourt, Governor of Dauphine, were marching agains Louis de Chalons, twelve strange and mysterious cavaliers, attired in black, wearing scarfs of crape and carrying a banner which bore the device of an orange transfixed by a lance and the motto „Ainsi tu seras” („Thus you shall be”), greeted the general. Insisting, they were enrolled in the French King’s army. At the battle of Autun they got their chance, and proved their worth. They uncovered their faces to charge; and those who had wronged them recognised them, and took them, in their superstition, for the troubled spirits of the dead, returning to earth for their discomfiture. (Francis Henry Gribble „Women in war”) 

Did you know the character? I didn’t either. I found out about Marguerite by utter accident – and it soon turned out that her story is not that rare. My list of Women Who Are Thoroughly Forgotten has 37 names for now – Chinese pirates, Mongolian wrestling princesses, Japanese warriors, and Anglo-Saxon ladies. Women of all historical eras, social classes, and castes, from around the world. What do they have in common? Well, oblivion. 

Oblivion, which makes us able to retrieve only the residual information about these characters, leaves us with blank spots, unexplained situations, mysterious circumstances, and unexplored occurrences. This lack of knowledge let my imagination run wild, interpreting the mentioned characters as I see fit – giving them new attributes and characteristics, I shed the proper light on them. 

In my dream visions, women are resting beneath the monument of Timocleia – attacked and humiliated by the commander of the Thracian army, for whom it was still insufficient – he urged her to hand over the treasures. „Oh I have them,” she said while she led him to the well, and as soon as he greedily look inside, she pushed him in, throwing stones into the black abyss of the well. 

One of three Graces
Fragment of "Ching II"
Marguerite
Godiva
Beneath the monument of Timocleia
Ching

Look over there, is that a hand of lady Godiva holding a chess horse? It may be that her husband, Earl Leofric, agreed to lower the taxes – but only if his dear wife would ride a horse through the city of Coventry – naked. 

Reviving these characters, I’m creating the very modern annals of the long bygone times – where imagination and history intersect and where art, femininity, and strength exist. 

©by Natasza Rogozinska

Perspectives

Perspectives. Archetypes. And movies

1. Facts

Yu Miao grew up in China before coming to study cinema in France. In 2020 she graduated from the directing department of La Fémis, the French national film school. Now living in Paris, she works in cinema as a director and screenwriter. In addition to film, she also practices photography. 

2. Perspectives

I guess it´s too easy to say, it´s about perspective. It’s about the way Yu Miao shows us society. About how she shows society. But also not this our society. Because then we would have to talk about perspective again. So…

It is about our perspective of perspectives. Europeans do await, that people from outside of Europe watch us with… yeah… their own perspective. It has something to do with Plato and his idea of “ontology”. In our understanding, ontology is something bounded. Like a bubble, where some of us do live. And the others are outside.

This fact is well described by Viveiros de Castro and his sentence, that our ontology will never be understood by others. How wrong such a description is, is Yu Miao´s perspective in her work.

It is even not a foreign perspective. It is an international view. A perspective without a homeland. A placeless perspective. Deleuze would call it „nomadic“.

3. Archetypes

Perspectives has also something to do with archetypes. But when we say „archetypes“ we mostly think about Carl Gustav Jung and his idea of archetypes. Also because character archetypes are used in movies. It’s a very structuralistic idea. Where we compare character, how people act and react, and what they do in some situations. The idea of structuralism leads us to anthropology. Where not only people, and characters, but whole cultures and societies are compared. 

But there is also a different idea of archetypes. And this perspective shows us Yu Miao in her movies. Her archetypes are… human. Human in a way how we can compare all of us. Human in a humanistic (and yes, anthropological) way. Human in a place, where we all are human. Besides our cultures, our languages, our beliefs. Call ist universalism. But it is more about searching for how we all are. A search for what makes a human a human.

I would say, those archetypes I can find in Yu Miao´s work are we. Are ordinary people in their life as humans. And they give me the feeling that we all are very similar. Since differences between us disappear, since the borders are blurred, we see what unites us more than what divides us as humans, I would prefer not to define it as structuralistic nor as post structuralistic idea. 

4. Places

Not necessarily scenes. Places. Are there also universal places? Places that exist beyond Foucault’s theory of heterotopias? Yes. There are such places. Those are, let us say, international places. Usually, there is a huge critique on such places. When we see cities across Europe, when we see how Nairobi, Sydney, and Warsaw do seem like the same place, with all their coffees, shops, and Starbucks, we will see how capitalism destroys identity. And so-called international places become a neoliberal nightmare. 

In Yu Miao’s films, we can see another form of international places. And here we come back to the idea of perspective. To the idea of the perspective of perspectives. Because the places where Yu Miao places her films are… universal. But universal in the same way that her view of society is neither Western nor Eastern nor anything else. They are places that I would describe in human terms. Places inhabited by us. By human beings. Places that don’t allow for classification into one perspective, places also that are neither structuralist nor post-structuralist. Perhaps they are nomadic places. Places that move with the humans who inhabit them. 

5. Movies

It is always very difficult to describe the work of an artist. Especially since most critiques boil down to a structuralist practice. In which the critic tries to work out commonalities. It is perhaps more interesting to note differences. Or something completely different. Every artist is looking for something in his work. Several films, books, and tracks are always a search for something. 

What is Yu Miao looking for in her films? 

On the one hand, they are fragments. Perhaps some that escape our attention. Perhaps they are hidden fragments of the realities of our lives. Scenes that we experience but do not perceive. Through the focus, it reveals not only the scenes themselves but also the absurd aspects of our lives. It sounds like a specifically French model, but there is more to it. In “24’58 on the Way to Dulpokanova” it is the dialogues, in “Escape” it is the signs (also a semiotic work in a certain sense). In “The Elusive Joy of Labor” is again about gestures. Perhaps more than that. 

At the same time, and I find this very exciting, she is looking for a narrative. For a narrative form of expression. And in each of the films, no matter how different they may be, you see the narrative. Yes, also tension. 

Soon we will discuss and describe Yu Miao’s individual films here. 

Wait for the article or go to a cinema in your neighbourhood. 

Study notes

Study Notes

by Alejandro M. Parisi

A digital exhibition

presented by Zenvampires

Study Notes

We proudly present “Study Notes” by Alejandro M. Parisi.

Alejandro Martín Parisi, born in 1982, of Argentine and Italian nationality, has lived in Paris since 2015. From his stay in France, he incorporates notes from seminars on art history and art market into his pictorial work, as well as drawings made in Parisian museums and parks.

The artist used many of the art history and art market study notes for his work when he arrived in Paris in August 2015, and then continued to work on the set until today. These works have never been exhibited before.

Below you’ll find some words from the artist. And of course his work. 

If you are interested in purchasing one of the paintings you can find here the price list and the contact details of the artist. 

For this body of work, I used many of my notes from studying art history and the art market when I arrived in Paris in August 2015 and then continued reworking until today. These works were never shown.

I’ve been painting since I’m 19 years old, which means that I’ve been painting for 20 years now (14 professionally). All these years one of my searches was to transform the act of painting as natural as having breakfast or getting dressed. The means for arriving at this notion took me until today to include as much as I can from my everyday life, mainly the notes I daily make, not only when I study but also any idea that I might want to write down or even the grocery list. By doing this I can remind myself that I’m always painting. 

For this exhibition at the castle, I’m showing works that I’ve never shown before. Some of them are made of collage with the notes I took when I was studying art market, after my arrival to Paris in August 2015. Prior to this, I was born and lived all of my life in the capital city of Argentina, Buenos Aires.

I got this idea from one of my classmates, after 2 weeks from having started the master and feeling a little frustrated for not having much free time to paint, she told me she liked my notes. That same night I started creating my first paintings in Paris. Needless to say I became one of the best students that year. I literally never missed a class and took tons of notes, almost a transcript from the teachers lessons.

I learned to create with what I have in my hand and in my mind and I still work to erase the distance between the two.

“Academic Reference N.1” 2015 – 61 x 46cm – Mixed media on paper mounted on canvas
“Academic Reference N.14” 2016 – 61 x 46cm – Mixed media on paper mounted on canvas
“Academic Reference N.29” 2016 – 61 x 46cm – Mixed media on paper mounted on canvas
"Academic-Reference-N.43" 2016/19 - 85 x 46cm - Mixed media on paper mounted on canvas
“Academic Reference N.46” 2016/19 85 x 46cm Mixed media on paper mounted on canvas
“Academic Reference N.48” 2016/19 85 x 46cm Mixed media on paper mounted on canvas
“Academic Reference N.51” 2016/19 – 85 x 46cm – Mixed media on paper mounted on canvas copia
“Le Journal peinture Nro 1” 2016 60 x 30cm Mixed media on paper
“Le Journal peinture Nro 2” 2016 – 60 x 30cm - Mixed media on paper
“Le Journal peinture Nro 5” 2016 – 60 x 30cm - Mixed media on paper
“Le Journal peinture Nro 6” 2016 – 60 x 30cm - Mixed media on paper
"Aida" 2020-diptych 120 x 120cm mixed media on canvas
"Athens" 2019-diptych 120 x 120cm mixed media on canvas
“Notes papier N.4” 2020 – 30,5 x 22cm – Mixed media on paper
“Notes papier N.5” 2020 – 30,5 x 22cm – Mixed media on paper
“Notes papier N.6” 2020 – 30,5 x 22cm - Mixed media on paper

Sitting down at my desk, I grab my notes from school and wonder, how much do I remember of all of this? I look at every piece of paper I read over all the information again and suddenly noticed that everything that I read, I read it for the first time. The person who took those notes is no longer the person who later studied those notes and passed the exams and it’s no longer the person who is looking at these notes today.

When I’m about to work I have no memory of ever having learned anything. This feeling I cannot help having it. One part of my brain is occupied in patterns which respond to automatic programs but another part of my brain responds to other forces, which can only appear when I forget about what I know. They tell me what I should do today only on the condition that I don’t ask for tomorrow and that I don’t complain about yesterday.

Alejandro M. Parisi

Klangturm

Klangturm

Der Klang

Ich möchte an dieser Stelle keine Raumtheoretische Debatte anfangen. Jedoch hat der Klang, der uns in einer Stadt umgibt auch einen Einfluss auf uns. Darauf, wie wir reagieren, darauf, wie wir leben und auch darauf, wie wir uns fühlen. 

Wir können es auch anthropologisch betrachten und sagen, dass Menschen sich beim Klang der Natur am besten fühlen. Doch das tun wir nicht. Wir laden Euch an, die Erfahrung des Klanges selbst zu machen. 

Der Turm

Auch die Architektur hat einen Einfluss darauf, wie wir mit dem Raum interagieren. Wie wir den Raum wahrnehmen. Wie wir uns in der Umgebung am Ende fühlen. Wobei es nicht darum geht, ob die uns umgebende Architektur gut oder schlecht ist. Zwar gilt für die Umgebung dasselbe anthropologische Prinzip, wie für den Klang. Dennoch stört uns schlechte Architektur weniger als das, was wir gemeinhin als “Lärm” bezeichnen. 

Die Aktion

In Hamburg wurden beide Komponenten zusammengefügt. Die Termine können hier (externer Link) abgelesen werden. 

Verzweigungen

Rhizom ist nicht nur der Titel des Vorworts zu Tausend Plateaus sondern auch eines der Begriffe, die Deleuze und Guattari in ihrem Diskurs nutzen. Ich würde den Begriff nicht diskutieren wollen sondern die Nutzung ausweiten. Ich würde sagen, dass Rhizom, dass die Wurzel, ein sehr gutes, ein sehr praktisches Bild ist, um die Wirklichkeit zu beschreiben. Geschichten der Menschen ähneln oft den Spuren der Wurzeln. Sie verzweigen sich, manchmal aber auch kommen sie zusammen. Um sich dann erneut zu verzweigen und fortzuschreiten. 

Das Bild der Wurzel berichtet uns aber auch von einer anderen Sache. Von der Vielfalt. Davon nämlich, dass Menschen und deren Leben unterschiedlich sind und dass diese Unterschiede eben manchmal zusammenkommen können und manchmal entfernt sind und dennoch Gemeinsamkeiten aufweisen. Auch wenn Begriffe wie „Verschiedenheit“ typisch für die europäische Kultur sind. Diese zu zeigen kann interessant sein. 

Dennoch ist es manchmal schwierig, Geschichten wie einen Rhizom erzählen zu wollen. Intensitäten, Geflechte, Schicksale können so untergehen. Es besteht die Gefahr, dass der Zuschauer diese vielleicht nicht entziffern kann. Diese Gefahr besteht allerdings nicht beim Ukraїner The Movie. Hier zeigt sich eine ganze Gesellschaft wie ein Rhizom. Wie ein Wurzelwerk. Wie eine Ansammlung von Intensitäten. Und von Lebensgeschichten. 

Gemacht um jungen Ukrainern das Land zu zeigen kann uns das Werk jetzt zeigen, welches Land da gerade überfallen wird. Erinnert der Folm gleichzeitig an den Geist Derridas. Den Geist einer friedvollen Welt. Den Geist einer Welt vor dem mörderischen Überfall eines barbarischen Nachbarn. 

Hier (externer Link) kann er angeschaut werden: https://ukrainer.net/ukrayiner-the-movie-de/

Their misunderstanding of me was not the same as my misunderstanding of them*

Roy Wagner told it describing his first contact with the Daribi of New Guinea. The misunderstanding. Their ontology is quite different than others. Their understanding of the world is quite different than others. But do we need to go so far? Do we need to travel to New Guinea in order to meet new ontology? In Europe (and also in the United States, Australia, etc…) we do everything in order to integrate immigrants. We try to understand. But we will never do. Because we have our own ontology. And our ontology does not allow us to understand. We can only make our own pictures. Those pictures can help to learn our own ontology. But not other ontologies. Even if we try to understand, we are trapped in our picture of the world. We have tried to document it and have photographed street art (paste-up, objects, graffiti). 

All photos ©by Zenvampires. 

We do not know all the artists. 

*Wagner, Roy, 1981 The Invention of Culture

Foto ©Zenvampires
Foto ©Zenvampires
Foto ©Zenvampires
Foto ©Zenvampires
Foto ©Zenvampires
Foto ©Zenvampires
Foto ©Zenvampires
Foto ©Zenvampires
Foto ©Zenvampires
Foto ©Zenvampires
Foto ©Zenvampires
Foto ©Zenvampires
Foto ©Zenvampires
Foto ©Zenvampires

DANCING WOMAN

Dancing Woman

by Thorsten Raab

A digital exhibition presented by

Zenvampires

Some entities can, when we look at them, communicate with us. They tell us more than we see with eyes. Like the surface or color. They communicate with us. They can let us feel a rhythm. And the rhythm comes before the music. Creating music today, we mostly create a good rhythm before we create music. Some anthropologists say (I’m not sure if Levy – Strauss said it), that ancient cultures, mostly shaman cultures, used all the same rhythm. Rhythm can let us dance and the dance can let us forget. But rhythm is not only important for music. It’s also important for writing. Homer used it as well as Shakespeare. And even if a writer doesn´t use it (like Bursa in his poems), he worked with it. Because when we break the rhythm, the audience can feel it. The entity then has nothing to say. Or it says that it´s broken. Husserl spent hours to find out, what an entity can tell us.

When we use rhythm in paintings, it may be possible to dance. In the rhythm. Thorsten’s paintings have that rhythm. When we look at them, we can feel it. As I said describing his previous exhibition (here), we can feel the music in his pictures. And then maybe we can dance to the music. Try it. Just look and dance.

Thorsten is a painter and DJ from Hamburg, Germany. He is inspired by funk, dub, Hip-Hop, and what we know as Black Music. But also by writers like Paul Auster and Toni Morrison. And also by street art, by Outsider art (in Germany known as Art Brut), and also by the Cobra Group.

We are proud to present a second exhibition by Thorsten Raab. 

All pieces ©by Thorsten Raab. Photo edition by Zenvampires.

We don´t sell Thorstens paintings. We only show them.

 

Click on the picture for a better resolution.

FOXY | Acryl auf Leinwand, 100cm x 100cm
PEACE | mixed media ( Tinte, Acryl ) auf Packpapier, ca.100cm x 70cm
ROBOTNIK | Acryl Farbstifte & Edding auf grundiertes Packpapier, 100cm x 70cm
DIA DE LOS MUERTES | Acryl Farbstifte & Buntstifte auf grundiertes Packpapier
YELLOWISH GREEN (AMSTERDAM) | Acrylfarbe auf grundiertes Packpapier, ca. 100cm x 70cm
BOOST | Acryl Farbstifte & Edding, Hairspray auf grundiertes Packpapier, ca. 110cm x 80cm
DANCING WOMAN | Übermalung mit Acryl Farbstiften und Acryl auf Linoleumdruckpapier
MIXED FIGURES | Jaxonkreide & Edding auf Packpapier
MAZED | Acryl & Acryl Farbstifte auf grundiertes Packpapier, ca. 60cm x 70cm
QUEEN & PRINCE | Acryl auf grundiertem Packpapier, ca. 60cm x 70cm
SPRING AGAIN (R.I.P BIZ MARKIE) | Acryl & Acryl Farbstifte auf Packpapier, 100cm x 180cm
Don T Loose Ya Mind ( FROM TUTU ALBUM ) | Edding auf Weisspapier
LOST | Acryl Farbstifte & Edding auf grundiertes Packpapier, ca. 70cm x 64cm
N.Y.C / 2001 | Acryl Farbstifte auf Papier ( Übermalung )
OOOH JESUS | Acryl und Industrie Painter auf Malpappe , 80cm x 60cm
ABORIGINES | Acryl auf Leinwand, 70cm x 50cm

Modernity. Before modern time.

Visionary Doug Engelbart did quite a bit more than invent the mouse, but also pioneered the Graphics User Interface. His Stanford demo in 1968 “The Mother of all Demos” was groundbreaking vision for features we see as normal in computers. But he did more than innovated technology, he had visions for the future of organizations. CC0 License. Source: https://en.wikipedia.org/wiki/The_Mother_of_All_Demos

In his essay Nous n’avons jamais été modernes Bruno Latour says, due to our understanding of time we are convinced, only we have the most developed and the best technology. In this conception (our conception of Kantian understanding of time, not Latours), the best and the latest technology can exist only now. The past appears to us as non technological. Or no modern. Or, with other words, technologically retarded. Our definition of „revolution“ (or what we call revolution) allows us, according to Latour, to believe in an interruption of time. An interruption of the process of technology. Everything after the revolution is new. Everything what was before a revolution appears as old. Obsolete. Non modern. 

It’s a very interesting conception. We see previous epochs then as something, yeah, obsolete. But it also works in present time. We see other cultures, mostly native cultures as not technical. We may see their technology as old. As something, which is non usable in our modern times. 

And with this conception we are trapped into our time. And cannot sometimes recognise, that some of our ideas, some of technologies we use are old than we expect. 

Something like a user interface for example, the way, we interact with a computer, is a very important idea. The idea of word processing, the idea of a mouse, the idea of hypertext. All this we use today working on or with our computers. 

Douglas Engelbart showed all this in a remarkable demonstration back in 1968. You can watch it using a modern computer. Here (external link): 


https://www.youtube.com/watch?v=yJDv-zdhzMY

Who owns the city?

Who owns the city? Who owns the open space? Citizens have already reclaimed the spaces in the city with graffiti and tags. In this context, street art is an attempt to reclaim the aesthetics of the city. To create an alternative to advertising. And to express thoughts freely. It is a forbidden alternative. And thereby a subversive act. Art. Which, in addition to the advertising that is supposed to encourage us to buy, those of the posters of various organizations, in addition to the official language assert itself. And shows that the city belongs to us. To the people who live in it. That our perspective, may it be so small, that this perspective becomes present in the public space. 

Max Dogin documents street art that changes the image of the city with paste-up technique (and not only). Those are aesthetic attempts, invisible in the fast pace of the city. Pasted up in a hurry. 

We are proud to show some of them here. Even if the author is not always known.

Foto ©Max Dogin
Foto ©Max Dogin
Foto ©Max Dogin
Foto ©Max Dogin
Foto ©Max Dogin
Foto ©Max Dogin
Foto ©Max Dogin
Foto ©Max Dogin
Foto ©Max Dogin
Foto ©Max Dogin
Foto ©Max Dogin
Foto ©Max Dogin
Foto ©Max Dogin
Foto ©Max Dogin
Cookie Consent mit Real Cookie Banner